Blog > Komentarze do wpisu

Zjeść ciasto i mieć ciastko

Ciężko wciąż oswoić się z faktem, że za kilka dni oglądać będziemy dwie polskie drużyny w wiosennej części europejskich pucharów. Tym większym utrapieniem dla kibicowskiego serca jest fakt, jak bez skrupułów ów sukces się nad Wisłą marnuje.

Zasłużyli czy nie?

Mimo identycznej ilości zdobytych punktów różnica w obu sukcesach jest ogromna. Wszyscy pamiętamy w jakich okolicznościach awansowali Wiślacy. W jakim składzie przyjechało do Krakowa Fulham i Twente. Jak prezentowali się w tych - nawet wygranych - meczach. Jak pomiędzy pojedynkami w Lidze Europy grali w lidze. Ten awans spadł im wręcz z nieba. Nikt, poza najwierniejszymi fanatykami „Białej Gwiazdy” nie przewidywał takiego zakończenia fazy pucharowej, kiedy w ekstraklasie strata do lidera wynosiła już dziesięć punktów a nadzieja na jej odrobienie z meczu na mecz bladła.

Drugi biegun

Na nim w tym wypadku stoi Legia. W Warszawie nie przejmowano się, czy przyjeżdża Rapid Bukareszt czy Widzew Łódź. Nie przeszkadzały mecze co trzy dni. Maszynka do wygrywania imponowała regularnością i szerokością ławki rezerwowych. Chociaż ci rezerwowi w dużej mierze ujawnili się dość niespodziewanie. Michał Żyro czy Rafał Wolski dawali świetne zmiany wtedy kiedy ci najlepsi potrzebowali chwili oddechu. I to właśnie tutaj leży źródło sukcesu stołecznej ekipy. Dzięki temu Legie stawia się na równi ze Śląskiem w walce o tytuł. Awans w LE zapewnili sobie już po czterech kolejkach i nawet odpadnięcie ze Sportingiem nie spowoduje trzęsienia ziemi - bo dalej będzie o co grać.

Coś ich jednak łączy..

Pojawiły się więc mniej lub bardziej zasłużone sukcesy. Skorża w końcu przestał się dąsać na cały świat. Moskal dzięki furze szczęścia otrzymał życiową szansę, poprowadzenia mistrzów Polski w europie. Nie ma się co oszukiwać, Liga Europy to nie Liga Mistrzów i podwojenia budżetów nie będzie. Aczkolwiek za wygranie kilku meczy i kolejne awanse również zgarnąć można przyzwoite kwoty. Niestety postąpili właściciele, prezesi, trenerzy i dyrektorzy sportowi obu klubów bardzo solidarnie. Mimo ogromnej szansy, na połączenie sukcesów w kraju i europie Legia oddała trzech piłkarzy. Ohayon czy Knezevic jedynie łatali dziury w razie kontuzji. Natomiast Ariel Borysiuk spędził na boisku najwięcej minut z całej legijnej kadry. Bynajmniej dziwne i niezrozumiałe jest, że klub chcący stać się europejskim średniakiem, tuż przed bataliami ze Sportingiem i walką o krajowe tytuły nie stać na odrzucenie dwumilionowej oferty. W razie przyzwoitych występów na wiosnę czy powołania na euro jego cena mogła wzrosnąć nawet 2-3 krotnie. Nie wspominając już w ogóle o tym, jak to przez kilka tygodni trener o jakiekolwiek wzmocnienia próbował się doprosić..

Wisła na szczęście nikogo nie sprzedała, ale tutaj większy wpływ miał zapewne na to niewielki popyt na średniej jakości piłkarski materiał. Wydawało by się, że niezbędne jest wzmocnienie kadry, która dodatkowo musi próbować odrobić sporą stratę w lidze. Nic takiego nie nastąpiło. Pod Wawelem cieszą się, że zdrowie dopisuje. A kibicom zarówno z tej aktualnej jak i historycznej stolicy pozostaje mocno trzymać kciuki za piłkarzy i trenerów. Bo przez zimę wsparcia „z góry” ewidentnie zabrakło.

piątek, 10 lutego 2012, xhammett

Polecane wpisy