RSS
piątek, 10 lutego 2012

Ciężko wciąż oswoić się z faktem, że za kilka dni oglądać będziemy dwie polskie drużyny w wiosennej części europejskich pucharów. Tym większym utrapieniem dla kibicowskiego serca jest fakt, jak bez skrupułów ów sukces się nad Wisłą marnuje.

Zasłużyli czy nie?

Mimo identycznej ilości zdobytych punktów różnica w obu sukcesach jest ogromna. Wszyscy pamiętamy w jakich okolicznościach awansowali Wiślacy. W jakim składzie przyjechało do Krakowa Fulham i Twente. Jak prezentowali się w tych - nawet wygranych - meczach. Jak pomiędzy pojedynkami w Lidze Europy grali w lidze. Ten awans spadł im wręcz z nieba. Nikt, poza najwierniejszymi fanatykami „Białej Gwiazdy” nie przewidywał takiego zakończenia fazy pucharowej, kiedy w ekstraklasie strata do lidera wynosiła już dziesięć punktów a nadzieja na jej odrobienie z meczu na mecz bladła.

Drugi biegun

Na nim w tym wypadku stoi Legia. W Warszawie nie przejmowano się, czy przyjeżdża Rapid Bukareszt czy Widzew Łódź. Nie przeszkadzały mecze co trzy dni. Maszynka do wygrywania imponowała regularnością i szerokością ławki rezerwowych. Chociaż ci rezerwowi w dużej mierze ujawnili się dość niespodziewanie. Michał Żyro czy Rafał Wolski dawali świetne zmiany wtedy kiedy ci najlepsi potrzebowali chwili oddechu. I to właśnie tutaj leży źródło sukcesu stołecznej ekipy. Dzięki temu Legie stawia się na równi ze Śląskiem w walce o tytuł. Awans w LE zapewnili sobie już po czterech kolejkach i nawet odpadnięcie ze Sportingiem nie spowoduje trzęsienia ziemi - bo dalej będzie o co grać.

Coś ich jednak łączy..

Pojawiły się więc mniej lub bardziej zasłużone sukcesy. Skorża w końcu przestał się dąsać na cały świat. Moskal dzięki furze szczęścia otrzymał życiową szansę, poprowadzenia mistrzów Polski w europie. Nie ma się co oszukiwać, Liga Europy to nie Liga Mistrzów i podwojenia budżetów nie będzie. Aczkolwiek za wygranie kilku meczy i kolejne awanse również zgarnąć można przyzwoite kwoty. Niestety postąpili właściciele, prezesi, trenerzy i dyrektorzy sportowi obu klubów bardzo solidarnie. Mimo ogromnej szansy, na połączenie sukcesów w kraju i europie Legia oddała trzech piłkarzy. Ohayon czy Knezevic jedynie łatali dziury w razie kontuzji. Natomiast Ariel Borysiuk spędził na boisku najwięcej minut z całej legijnej kadry. Bynajmniej dziwne i niezrozumiałe jest, że klub chcący stać się europejskim średniakiem, tuż przed bataliami ze Sportingiem i walką o krajowe tytuły nie stać na odrzucenie dwumilionowej oferty. W razie przyzwoitych występów na wiosnę czy powołania na euro jego cena mogła wzrosnąć nawet 2-3 krotnie. Nie wspominając już w ogóle o tym, jak to przez kilka tygodni trener o jakiekolwiek wzmocnienia próbował się doprosić..

Wisła na szczęście nikogo nie sprzedała, ale tutaj większy wpływ miał zapewne na to niewielki popyt na średniej jakości piłkarski materiał. Wydawało by się, że niezbędne jest wzmocnienie kadry, która dodatkowo musi próbować odrobić sporą stratę w lidze. Nic takiego nie nastąpiło. Pod Wawelem cieszą się, że zdrowie dopisuje. A kibicom zarówno z tej aktualnej jak i historycznej stolicy pozostaje mocno trzymać kciuki za piłkarzy i trenerów. Bo przez zimę wsparcia „z góry” ewidentnie zabrakło.

czwartek, 02 lutego 2012

Bez żadnego transferu, z dziewięcioma piłkarzami, którym kończą się w czerwcu umowy bądź wypożyczenia i trenerem na dorobku. Tak Wisła Kraków, drużyna, która dopiero niedawno straciła całkowitą dominację w kraju chce walczyć o mistrzostwo i podbić europejskie puchary.

Dobra mina do złej gry

W obrońców tytułu wierzy już naprawdę niewielu. Eksperci, byli gracze, kibice – wszyscy co raz częściej i głośniej pytają o logikę decyzji podejmowanych przy Reymonta. Z obecnej kadry jestem zadowolony, podobnie jak trener Moskal i chyba wszyscy w klubie – mówi Stan Valckx, dyrektor sportowy. Chyba wszyscy w klubie i nikt poza nimi. Bo kadra o której mówi Holender szersza już nie będzie. Radosław Sobolewski może w tym sezonie nie wybiec na boisko w ogóle a Rafał Boguski znów ma problemy zdrowotne. Patryk Małecki zastanawia się nad skorzystaniem z prawa webstera. Trzeba więc przyznać, że decydentom w Krakowie należy optymizmu pozazdrościć.

Obrażony właściciel

Polityka transferowa Wisły od lat opiera się na humorze Bogusława Cupiała. Dopiero od niedawna klub próbuje się od magnata częściowo uniezależnić. Sęk w tym, że kiedy Robert Maaskant rok temu zdobył mistrzostwo, w lecie znów znacznie wzmocniono drużynę. Teraz, kiedy Holendra już nie ma, wielu zawodników się nie sprawdziło a drużyna gra conajwyżej średnio, to stwierdza się, że zespół jest odpowiedni. Jaliens, Lamey, Diaz zaliczyli chyba najgorsze rundy w swoich karierach, a teraz mają być ostojami defensywy mistrzowskiej drużyny. Nunez, Kirm, Jirsak miewali przebłyski, ale każdemu z nich daleko do nazwania silnym punktem Wisły. Iliew może i zachwycał w Serbii ale teraz ma problem ze zmieszczeniem się w składzie. Patryk Małecki to typ zawodnika, który gra dobrze, jak świetnie gra drużyna. Jeśli całość wygląda średnio, to zazwyczaj on tragicznie. Udowodnił to już nie raz, że talent to może i kiedyś miał, ale mimo mijających lat nie wydoroślał ani trochę.

Jaka liga taki mistrz

Pozostaję więc liczyć na cud. Że osłabiona kadrowo Legia nie wytrzyma tempa, że Lech się nie obudzi, że Śląsk nie wytrzyma presji. I nawet jeśli tytuł pozostanie w Krakowie, to byłby to mydlący oczy przykład słabości naszego krajowego podwórka. Radosław Sobolewski, Junior Diaz, Filip Kurto, Gervasio Nunez, Tomasz Jirsak, Dragan Paljić, Michael Lamey, David Biton, Sergiej Pareiko – tym piłkarzom kończą się po sezonie kontrakty lub wypożyczenia. Do tego dochodzą ewentualnie Małecki (prawo webstera), Melikson (wyjazd na zachód). Pewne jest, że część z nich opuści Kraków po sezonie i bez znaczenia będzie tu miejsce w tabeli. Tak więc rewolucja kadrowa zostanie przeprowadzona dopiero w lecie. Zespół bez trzonu, budowany w dużej mierze od nowa. I tak kręci się od kilku lat zamknięte koło Wisły Kraków. Pozostawiona sama sobie drużyna, przy sprzyjających okolicznościach może podniesie się z kolan. Jednak cokolwiek osiągnie w tym składzie to w lecie znów zniknie. A w sierpniu zaczniemy po raz enty słuchać o budowie wielkiej Wisły.