RSS
wtorek, 22 listopada 2011

Trzech minut zabrakło Wiśle, by jutro grała z Zenitem. Nie ośmielę się stwierdzać, że tak jak APOEL, grałaby o awans, ale jednak. Tych samych trzech minut zabrakło Maaskantowi, by pracować nadal w Krakowie, wpisać się do annałów polskiego futbolu a nie opalać teraz gdzieś w ciepłych krajach. I również te same trzy minuty uszczęśliwiły cały Cypr. Aż tak unieśli się ich krajowi mistrzowie szczęściem, że postanowili (bynajmniej do jutra) nie przegrać czterech kolejnych spotkań, w każdym potykając się z drużyną, która w ciągu ostatniej dekady sięgała po conajmniej jedno europejskie trofeum.

Pomijam całkowicie nielogiczną drogę jaką idzie Wisła. Cała ponad roczna praca została już w nagłupszy możliwy sposób zmarnowana, mimo, że przykład drogi do sukcesu został nawet w Krakowie ograny. To już kolejny dowód na to, że nasz lokalny zaścianek wcale tak szybko europy nie goni, jak to wielu próbuje manifestować. Te trzy minuty są symboliczne właśnie przez to co prezentują w tych elitarnych rozgrywkach Cypryjczycy.

APOEL w dwumeczu lepszy był i basta. Aczkolwiek nie sposób nie uznać, że awansował dość szczęśliwie. Jutro w dalekiej Rosji powalczy o awans z Zenitem St.Petersburg. Jeśli wygra to awansuje. W innym wypadku wciąż wszystko będzie zależało od nich samych, bo jeśli w ostatniej kolejce ograją u siebie słaby w tym sezonie Szachtar - to również zagrają w LM na wiosnę.

Możemy więc włączyć telewizory i popatrzeć z zazdrością na budowaną od kilku lat, solidną, cyprysjką ekipę. Szeroko pojęta Europa niekoniecznie nam ucieka, bo i już nie bardzo ma gdzie. Niestety bardziej martwi fakt, że to my - czego symbolem jest zwolnienie holenderskiego trenera - zrobiliśmy kolejny krok do tyłu.

niedziela, 13 listopada 2011

Mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie będą piątymi - i ostatnimi - na których zobaczymy szesnaście reprezentacji. Czwarty raz natomiast obserwujemy eliminacyjną dogrywkę - czyli baraże.

Szesnaście ekip walczących o tytuł najlepszej drużyny w europie pierwszy raz zobaczyliśmy w 1996 roku w Anglii. Wiemy już również, że w Polsce i Ukrainie taki system wystąpi ostatni raz. Kolejne EURO gościć ma już 24 zespoły. Działacze wszelacy, a zwłaszcza ci odpowiedzialni za systemy piłkarskich rozgrywek lubują się w ich zmianach. Dlatego też cztery lata temu baraży nie było w ogóle, a pierwszy jakie się odbyły wyglądały kompletnie inaczej niż obecne.

Kuchennymi drzwiami do mistrzostw dostawały się różne drużyny, od debiutantów (Łotwa) po potęgi (Holandia, Hiszpania) a jednak łączy ich bardzo dużo. Żaden z "barażowych" uczestników nie dochrapał się medalu, a wręcz wyczynem było w ich wypadku wyjście z grupy. Wyjątkiem od reguły są Holendrzy, którym akurat grupę udawało się opuścić.

Obecne, będące na półmetku baraże wprowadzą do turnieju prawdopodobnie conajmniej trzy ekipy, które medale wielkich imprez już zdobywały (Chorwacja, Portugalia, Czechy). I nawet jeśli murowanymi faworytami nie będą, to ich ewentualne sukcesy nie zrzucą ze stołków tak jak niegdyś "miesiąc konia" Greków.

Debiut na Anfield

Stadion Liverpoolu gościł pierwszy mecz barażowy. Zwycięzcy grup eliminacyjnych awansowali bezpośrednio, a spośród drugich miejsc stworzono tabele, na której dwóch ostatnich miejscach znalazły się Holandia i Irlandia. Reprezentacje te zmierzyły się właśnie na Anfield, 13 grudnia 1995 roku. "Pomarańczowi" wygrali 2:0 po dwóch bramkach Patricka Kluiverta i dołączyli do grona finalistów. To był pierwszy i ostatni baraż w tej formie, tzn. jeden mecz na neutralnym terenie.

Kilka miesięcy później w turnieju finałowym Holendrzy co prawda wyszli z grupy, jednak ograli w niej jedynie najsłabszą Szwajcarię oraz zremisowali ze Szkocją i wyraźnie ulegli gospodarzom. Awans do ćwierćfinału dał im minimalnie lepszy stosunek bramkowy od Szkotów (obie drużyny uzbierały po 4 pkt.).

W fazie pucharowej wpadli na Francuzów i odpadli po rzutach karnych.

Milenijne Euro w Belgii i Holandii

Na EURO 2000 z baraży awansowały Anglia, Dania, Słowenia i Turcja. Za kompletnych outsiderów można uznać jedynie Słowenię a wyjść z grupy udało się jedynie Turkom.

Anglicy jak na każdy turniej jechali w roli jednego z faworytów i jak to mają w tradycji - zawiedli. W grupie wygrali jedynie z Niemcami, którym akurat przytrafił się jeden z najgorszych o ile nie najgorszy występ w Historii. Ustąpili miejsca Portugalii i Rumunii wracając do domu już po trzech meczach.

Dla Słoweńców sam historyczny awans był wyczynem ponad stan. Na turnieju walczyli dzielnie, jednak po dwóch remisach i porażce zajęli ostatnie miejsce w grupie. Ich los podzielili również Duńczycy. Ostatnie miejsce, żaden strzelonej bramki i osiem straconych, świetnie obrazuje ich występ w turnieju.

Do fazy pucharowej udało awansować reprezentantom Turcji. Grupę zdominowali wygrywając wszystkie mecze Włosi. Turcy natomiast w zaciętej walce o drugą lokatę wyprzedzili Belgię i Szwecję. W 1/4 jednak nie byli w stanie przeciwstawić się Portugalczykom, gładko ulegając 0:2.

Euro 2004 - potęgi w barażach

Do portugalskiego turnieju awans z baraży wywalczyło pięć ekip. Sesnacyjnie wśród nich znalazła się Łotwa. Zgodnie jednak z planem Łotysze szybko odpadli, ciułając w grupie jeden punkcik.

Jednak wśród pozostałych drużyn, spokojnie można było znaleźć ewentualny skład mezu finałowego. Hiszpania, Holandia, Chorwacja i Rosja uzupełniły skład finałów na których..

Już w pierwszej grupie znajdujemy dwie drużyny z baraży. Oczywiście na dwóch miejscach, zapewniających szybszy wyjazd na wakacje. Hiszpania i Rosja znalazły się za Portugalią i Grecją. Na usprawiedliwienie pokonanych można dodać, że ustąpili późniejszym finalistom.

Chorwaci również grupy nie mieli najłatwiejszej. Ulegli Francji i Anglii i z zaledwie dwoma oczkami pożegnali się z turniejem.

Szczęście natomiast sprzyjało w tym turnieju Holendrom. Szczęśliwie uratowali remis z Niemcami by później przegrać z najlepszymi w grupie Czechami. W ostatnim meczu ograli jednak Łotwę i dzięki temu wyczołgali się do 1/4 na drugiej pozycji.

W ćwierćfinale trafili na Szwecję, dzięki czemu wszyscy widzieli prostą drogę do półfinału. Lekko co prawda to nie przyszło, jednak po rzutach karnych udało się skandynawów wyeliminować i osiągnąć najlepszy jak do tej pory wynik w mistrzostwach drużyny, która dostała się do nich poprzez baraże.

Półfinał to już mecz z gospodarzami i porażka 1:2.

Jak będzie u nas?

Jak już wspomniałem, w 2008 roku baraży nie było. Wynik Holendrów z EURO 2004 jest więc najlepszym wynikiem drużyn z baraży, ale i jak widać jest wyjątkiem od reguły. Reguły, która zatrzymywała na fazie grupowej nawet potęgi.

czwartek, 10 listopada 2011

Szanowny Polski Związek Piłki Nożnej szczerze podziwiam za wytrwałość. Która stopa wytrzymałaby tyle postrzałów?

Sama argumentacja, choć pokrętna (ta o niemożności zarobienia na dobrze wspólnym jakim jest godło) mogłaby jeszcze racjonalistów przekonać. Jednak samotny jeździec bez głowy, broniący szlachetnie swej godności jakim jest PZPN chowa głowę w piasek, czy tam beton - jak kto woli.

Grzegorz Lato, złotousty przedstawiciel szlachty złapany przed siedzibą przez dziennikarzy spieprza przed kamerą stwierdzając, że oni już przekręcili wszystko co im powiedział, choć jeszcze nic nie powiedział, ale nie powie bo przekręcą, dlatego ucieka i nic nie mówi, bo przekręcą..

Pardon, powiedział.

- Pytajcie piłkarzy

To i wredne pismaki pytały niczemu winnych reprezentantów. Odpowiedzi były raczej wymijające.

Argumenty o gonieniu Europy też są słabe. Jak gonić, to raczej w kwestiach szkolenia młodzieży i mentalności środowiska piłkarskiego. Nie natomiast zarabiania na koszulkach reprezentacji, odbierając jej godło, które dla tak wielu ludzi jest czymś więcej niż symbolem.

Powiedzenie o grze z orzełkiem na piersi właśnie straciło wartość. Teraz śmiało stwierdzić o można, że już nie tylko rząd i wszyscy kibice mają beton na głowie, ale piłkarze grają z betonem na piersi.

A to wszystko sygnuje człowiek, który zdobywał tytuł króla strzelców mundialu '74 z wielkim godłem na koszulce.

środa, 09 listopada 2011

Niezbadane są wyroki Bogusława Cupiała. Nauka podobno nie idzie w las, a pan prezes kolejny raz udowodnił, że budowanie wielkiego klubu powinien zostawić komuś innemu.

Robert Maaskant wchodząc pierwszy raz do szatni krakowian zastał marazm. Sklejoną na prędce bandę, mówiącą w conajmniej kilku różnych językach. Wszedł i posklejał z marnego materiału mistrzostwo Polski. Nie da się ukryć, że rywale specjalnie nie przeszkadzali, ale jednak.

Zrobił więc Holender co do niego należało. Entuzjazmu być nie mogło, toć Wisła tytuły kolekcjonować winna z urzędu. Nadszedł więc czas na cel nadrzędny - Liga Mistrzów.

Wzmocnienia były, kadra jak na polskie warunki szeroka, losowania korzystne, więc jak nie teraz to kiedy?!

Tak się ów zadaniem przybysz przejął, że pierwsze ligowe potyczki traktował jak przymus. Zmieniał poza bramkarzem wszystko co się dało. Nagle w składzie widywaliśmy grajków odrzuconych na boczny tor. Za słabych, by o sile Białej Gwiazdy decydować co weekend.

I już wtedy można było wyczuć jak praca Holendra wygląda. Jakiż balast musiał mieć na głowie  decydując się na tak radykalno-straceńcze ruchy? Ale w eliminacjach wygrał pięć pojedynków pod rząd, więc kto by się tam specjalnie czepiał, może ma chłop rację?

Nieunikniona porażka wkońcu przyszła. Przyszła i zdemolowała Mistrza Polski. Chociaż długo czekać nie musieliśmy, żeby zobaczyć z kim Wisła przegrała. A nawet, że jest jedynym klubem, który w tym sezonie APOEL ograł.

Otóż nagle zaczęła się wokół Wisły dziać kompletna i niewytłumaczalna paranoja. Liga Europejska traktowana jako zesłanie. No faktycznie tak przejedzona sukcesami w europie Polska winna celować w nieco wyższej jakości rozgrywki (sic!).

Oj udzieliło się to piłkarzom. Wbrew pozorom to tylko ludzie i wbrew pozorom z jakiegokolwiek klubu nie wyjąć kręgosłupu (Melikson, Małecki, Genkow, Sobolewski) to obniży on loty, przynajmniej o jeden pułap.

Wisła w lidze kontaktu z czołówką nie straciła, w Europie zawiodła w jednym meczu - u siebie z Odense - który w przypadku wygranej, nagle przywrócił by wszystko do normalności (jednak wyjazdowe porażki z Fulham i Twente to absolutnie żadne niespodzianki).

10 meczy w pucharach, 13 w lidze, 2 w PP. 25 spotkań już rozegranych. Esktraklasa wciąż do wygrania, w perspektywie powrót trzonu zespołu, puchary średnie, aczkolwiek nie śmiałbym tego nazwać blamażem, obowiązkowe awanse w Pucharze Polski.

I ? Trener Maaskant zwolniony, praca Holendra zmarnowana. Następcy należy współczuć. Będzie musiał dotrzeć do piłkarzy jeszcze bardziej przybitych.