RSS
czwartek, 08 grudnia 2011

Mieliśmy w tym sezonie rekordową liczbę rodaków w fazie grupowej Ligi Mistrzów. I chociaż nasi piłkarze reprezentowali drużyny mistrzów Niemiec czy Francji, to w fazie pucharowej kibicować będziemy mogli już tylko bramkarzom Arsenalu.

13 - tylu Polaków potencjalnie mogło wystąpić w tegorocznych rozgrywkach.

Na samym początku z gry wypadł Piotr Brożek, z powodu kontuzji w ogóle nie zgłoszony do rozgrywek. Bramkarze Kuszczak (Manchester United), Sandomierski (Genk), Fabiański (Arsenal) nie mieli większych szans występy. Ostatecznie na boisku pojawiło się 10 Polaków. Dwóm z nich udało się wpisać na listę strzelców (Lewandowski, Błaszczykowski). A oto jak szczegółowo prezentuje się statystyka graczy z nad Wisły w tegorocznej fazie grupowej.

Trabzonspor (Głowacki, Mierzejewski, Piotr i Paweł Brożek)

Turecki zespół dość szczęśliwie znalazł się w rozgrywkach. W eliminacjach uległ Benfice, jednak przez aferę korupcyjną wycofane z rozgrywek zostało Fenerbahce, które właśnie zastąpił Trabzon.

Postawa tureckiego zespołu również była niemałym zaskoczeniem. Już w pierwszej kolejce pokonali oni na wyjeździe Inter Mediolan. W końcowym rozrachunku do awansu zabrakło kilku minut i z trzeciego miejsca w grupie wicemistrzowie Turcji "spadli" do Ligi Europejskiej.

Piotr Brożek - nie zgłoszony do rozgrywek

Paweł Brożek - jedynie dwa wejścia z ławki rezerwowych - 46 minut na boisku

Adrian Mierzejewski - pięć występów, dwa razy wychodził w pierwszym składzie, natomiast trzy   razy jako zmiennik - 278 minut na boisku

Arkadiusz Głowacki - pewniak na środku obrony, wszystkie mecze w pełnym wymiarze - 540 minut na boisku.

OSC Lille (Obraniak, Jeleń)

Mistrz Francji pozyskał tuż przed rozpoczęciem sezonu Ireneusza Jelenia, dzięki czemu mieliśmy okazję oglądać dwóch Polaków. Lille jednak zawiodło, zajmując ostatnie miejsce w grupie z zaledwie 6 punktami i może się już skupić wyłącznie na obronie krajowego tytułu.

Ludovic Obraniak - wystąpił w pięciu spotkaniach, jednak tylko raz od pierwszej minuty - 158 minut na boisku.

Ireneusz Jeleń - dwa występy, jeden w podstawowej jedenastce - 61 minut na boisku.

Borussia Dortmund (Lewandowski, Błaszczykowski, Piszczek)

Już drugi sezon z rzędu nie udało się w Dortmundzie połączyć dobrych występów w Bundeslidze z europejskimi pucharami. Mistrzowie Niemiec zajęli ostatnie miejsce w grupie i jeszcze bardziej osłabili "polską kolonię" w Lidze Mistrzów.

Robert Lewandowski - wszystkie mecze wyjściowym składzie, tylko raz zmieniony - 522 minuty na boisku i 1 gol.

Jakub Błaszczykowski - pięć występów z czego aż cztery z ławki - 178 minut na boisku i 1 gol.

Łukasz Piszczek - tak jak Robert, komplet spotkań, jednak wszystkie w pełnym wymiarze - 540 minut na boisku.

Arsenal Londyn (Szczęsny, Fabiański)

Od jakiegoś czasu wiadomo, że zwycięzca rywalizacji o bluze numer jeden w Arsenalu ma być podstawowym bramkarzem na EURO. Póki co górą jest młodszy Wojtek Szczęsny, co również widoczne było w Lidze Mistrzów. "Kanonierzy" wygali grupę i na wiosnę znów będziemy oglądać któregoś z naszych bramkarzy.

Wojciech Szczęsny - pięć występów - 450 minut na boisku.

Łukasz Fabiański - jeden niepełny występ (kontuzja) - 25 minut na boisku.


Tomasz Kuszczak (Manchester United) i Grzegorz Sandomierski (Genk) ani razu nie pojawili się na boisku.


środa, 07 grudnia 2011

Część genialnej serii przerwana

Dla kibiców Manchesteru United dzisiejszy wieczór musi się wydawać dość abstrakcyjny. Otóż ich ulubieńcy o awans zaledwie do najlepszej szesnastki powalczyć muszą na piłkarskiej prowincji. I to conajwyżej z drugiego miejsca w grupie.

Miewał już Sir Alex wraz z podopiecznymi gorsze chwile w Lidze Mistrzów. W sezonie 05/06 ostatnie miejsce w grupie "Czerwonych Diabłów" było chyba największą sensacją w całych rozgrywkach. Feralny występ dał jednak początek fenomenalnej serii. Pięciu sezonów z rzędu w których United nie zeszli poniżej półfinału! Takiej serii nie ma aktualnie nawet coraz częściej mianowana na drużynę wszechczasów obecna Barcelona. Chociaż Katalończycy sukcesywnie gonią ten rekord i właśnie w tegorocznej edycji mogą go wyrównać.

Patrząc całościowo, od momentu kiedy system rozgrywek pozbył się dwóch faz grupowych a rywalizacja pucharowa trwa od 1/8 (sezon 03/04) to podopieczni Fergusona (wyjmując w/w feralny sezon) tylko raz grupy nie wygrali. W sezonie 04/05 zajęli drugie miejsce za Lyonem a w 1/8 gładko ulegli Milanowi (późniejszy finalista). Rok później grupę już wygrali, żeby w fazie pucharowej zapoczątkować genialny marsz prowadzonego przez Mourinho FC Porto po historyczny tytuł.

Sezon 06/07 to początek genialnej serii. Od tego sezonu Manchester grupę wygrywał zawsze, ulegając najwcześniej w półfinale:

- 06/07 - 1/2 - porażka z Milanem
- 07/08 - finał - zwycięstwo z Chelsea
- 08/09 - finał - porażka z Barceloną
- 09/10 - 1/2 - porażka z Bayernem
- 10/11 - finał - porażka z Barceloną

Wiadomo więć, że jedna seria się już zakończyła. "Czerwone diabły" grupy nie wygrają. Teraz ciekawi mnie najbardziej, czy utrzyma się tendencja, że United grupy nie wygrywając odpada tuż na początku fazy pucharowej?

Warto też zauważyć, że od sezonu 03/04 nawet jeśli United nie przekraczali 1/8, to ich pogromncy kończyli rozgrywki conajmniej ze srebrnymi medalami.

Wczorajszy wieczór na Signal Iduna Park emocji dostarczył aż nadto. Było wszystko co potrzebne przeciętnemu widzowi - piękne akcje, jeszcze piękniejsze bramki i mnóstwo walki. Wniosek jednak wysunąć trzeba brutalny - BVB w piłkę grać potrafi pięknie, jednak pięknie i skutecznie, to wciąż symbioza działająca jedynie w Katalonii.


Już pierwsze minuty meczu określiły co siedzi w głowach mistrzów Niemiec i jak świetnie zmotywować musiał ich trener Klopp. Rzucili się na rywali od pierwszych sekund tak, jak rzucają się jedynie drużyny minimalnie przegrywające w doliczonym czasie gry finałów. Ten ultra pressing szybko przyniósł efekt. Marsylia przestraszona i bezradna, zamknęła się na własnej połowie. Najpierw bramka Kuby a chwilę później, decydujący moment spotkania.

Rzut karny i kontuzja Kehla,

wbrew pozorom nie ułatwiły a pokrzyżowały plany Dortmundu. Świetnie obrazowała to zatroskana mina Jurgena Kloppa. Mimo bramki na 2:0, stracili Niemcy w tym momencie gracza kluczowego. Jedynego, który na poziomie europejskim już pogrywał. Doświadczonego wyjadacza i kapitana trzymającego w ryzach środek pola oraz temperującego przesadną gre "na hurra". Właśnie wtedy stracili gospodarze całkowitą inicjatywę. Skończyło się to tragicznie. Jeden błysk geniuszu dał gościom bramkę kontaktową w najgorszym możliwym momencie - do szatni.

Druga część,

to jeszcze bardziej chaotyczna Borussia. Ciekawy był również dobór nowego kapitana. Ciekawy ze względu na sytuację właśnie z początku drugiej połowy. Otóż po swoim niepewnym wybiciu piłki, Roman Weidenfeller otrzymał suszarkę ala Sir Alex od młodszego o osiem lat Hummelsa, po czym grzecznie ze spuszczoną głową wrócił do bramki. To obrazuje jeszcze bardziej, jak bardzo brakowało dortmundczykom Kehla. Marsylia rozgrywająca póki co nieprzyzwoicie słaby sezon wypunktowała gorące niemieckie głowy bezlitośnie. Dwumecz między tymi drużynami to symbol całego występu mistrzów Niemiec w tegorocznej Lidze Mistrzów. Powinni go wygrać różnicą 4-5 bramek, a skończyło się 2:6.

W piłkę grać..

Borussia potrafi. Udowodniała to w każdym kolejnym meczu. W każdym została klasycznie wypunktowana. Przypominało to pojedynki młodego, szybkiego, świetnie zbudowanego boksera starającego się odebrać pas kończącemu powoli kariere wielkiemu mistrzowi. Masa ciosów, biegania i gadania rozbija się o jeden pojedynczy, aczkolwiek perfekcyjnie przygotowany i przemyślany cios.

Miejmy więc nadzieję, że Borussia powróci. I to co opanowała do perfekcji w Bundeslidze. Czyli klasowe zwycięstwa, po perfekcyjnie taktycznie rozegranych meczach przełoży również na europejskie puchary.