RSS
czwartek, 10 listopada 2011

Szanowny Polski Związek Piłki Nożnej szczerze podziwiam za wytrwałość. Która stopa wytrzymałaby tyle postrzałów?

Sama argumentacja, choć pokrętna (ta o niemożności zarobienia na dobrze wspólnym jakim jest godło) mogłaby jeszcze racjonalistów przekonać. Jednak samotny jeździec bez głowy, broniący szlachetnie swej godności jakim jest PZPN chowa głowę w piasek, czy tam beton - jak kto woli.

Grzegorz Lato, złotousty przedstawiciel szlachty złapany przed siedzibą przez dziennikarzy spieprza przed kamerą stwierdzając, że oni już przekręcili wszystko co im powiedział, choć jeszcze nic nie powiedział, ale nie powie bo przekręcą, dlatego ucieka i nic nie mówi, bo przekręcą..

Pardon, powiedział.

- Pytajcie piłkarzy

To i wredne pismaki pytały niczemu winnych reprezentantów. Odpowiedzi były raczej wymijające.

Argumenty o gonieniu Europy też są słabe. Jak gonić, to raczej w kwestiach szkolenia młodzieży i mentalności środowiska piłkarskiego. Nie natomiast zarabiania na koszulkach reprezentacji, odbierając jej godło, które dla tak wielu ludzi jest czymś więcej niż symbolem.

Powiedzenie o grze z orzełkiem na piersi właśnie straciło wartość. Teraz śmiało stwierdzić o można, że już nie tylko rząd i wszyscy kibice mają beton na głowie, ale piłkarze grają z betonem na piersi.

A to wszystko sygnuje człowiek, który zdobywał tytuł króla strzelców mundialu '74 z wielkim godłem na koszulce.

środa, 09 listopada 2011

Niezbadane są wyroki Bogusława Cupiała. Nauka podobno nie idzie w las, a pan prezes kolejny raz udowodnił, że budowanie wielkiego klubu powinien zostawić komuś innemu.

Robert Maaskant wchodząc pierwszy raz do szatni krakowian zastał marazm. Sklejoną na prędce bandę, mówiącą w conajmniej kilku różnych językach. Wszedł i posklejał z marnego materiału mistrzostwo Polski. Nie da się ukryć, że rywale specjalnie nie przeszkadzali, ale jednak.

Zrobił więc Holender co do niego należało. Entuzjazmu być nie mogło, toć Wisła tytuły kolekcjonować winna z urzędu. Nadszedł więc czas na cel nadrzędny - Liga Mistrzów.

Wzmocnienia były, kadra jak na polskie warunki szeroka, losowania korzystne, więc jak nie teraz to kiedy?!

Tak się ów zadaniem przybysz przejął, że pierwsze ligowe potyczki traktował jak przymus. Zmieniał poza bramkarzem wszystko co się dało. Nagle w składzie widywaliśmy grajków odrzuconych na boczny tor. Za słabych, by o sile Białej Gwiazdy decydować co weekend.

I już wtedy można było wyczuć jak praca Holendra wygląda. Jakiż balast musiał mieć na głowie  decydując się na tak radykalno-straceńcze ruchy? Ale w eliminacjach wygrał pięć pojedynków pod rząd, więc kto by się tam specjalnie czepiał, może ma chłop rację?

Nieunikniona porażka wkońcu przyszła. Przyszła i zdemolowała Mistrza Polski. Chociaż długo czekać nie musieliśmy, żeby zobaczyć z kim Wisła przegrała. A nawet, że jest jedynym klubem, który w tym sezonie APOEL ograł.

Otóż nagle zaczęła się wokół Wisły dziać kompletna i niewytłumaczalna paranoja. Liga Europejska traktowana jako zesłanie. No faktycznie tak przejedzona sukcesami w europie Polska winna celować w nieco wyższej jakości rozgrywki (sic!).

Oj udzieliło się to piłkarzom. Wbrew pozorom to tylko ludzie i wbrew pozorom z jakiegokolwiek klubu nie wyjąć kręgosłupu (Melikson, Małecki, Genkow, Sobolewski) to obniży on loty, przynajmniej o jeden pułap.

Wisła w lidze kontaktu z czołówką nie straciła, w Europie zawiodła w jednym meczu - u siebie z Odense - który w przypadku wygranej, nagle przywrócił by wszystko do normalności (jednak wyjazdowe porażki z Fulham i Twente to absolutnie żadne niespodzianki).

10 meczy w pucharach, 13 w lidze, 2 w PP. 25 spotkań już rozegranych. Esktraklasa wciąż do wygrania, w perspektywie powrót trzonu zespołu, puchary średnie, aczkolwiek nie śmiałbym tego nazwać blamażem, obowiązkowe awanse w Pucharze Polski.

I ? Trener Maaskant zwolniony, praca Holendra zmarnowana. Następcy należy współczuć. Będzie musiał dotrzeć do piłkarzy jeszcze bardziej przybitych.

1 , 2